Z doświadczeń Czytelników

Mądry inwestor po szkodzie

Anna Grabowska
Anna Grabowska

Każdy woli uczyć się na cudzych błędach, niż popełniać własne. Dziś cenna lekcja dla wszystkich Czytelników – zapytaliśmy doświadczonych inwestorów, czego by nie powtórzyli, co by zmienili, budując dom po raz kolejny.

Zaproszenie na Facebooka

Zachęcamy do dzielenia się informacjami, z czego jesteście zadowoleni, a czego byście drugi raz nie zrobili w swoich domach. Jak uniknąć błędów, a przede wszystkim na czym zaoszczędzić? Poradźcie innym, jak zbudować pierwszy dom od razu dla siebie, a nie dla wroga - dołączcie do naszej grupy na Facebooku: Gdybym budował drugi raz - mądry Polak przed budową

Złe decyzje można podjąć na każdym etapie realizacji marzenia o domu. Są one tym bardziej dotkliwe, że wiążą się z dodatkowymi kosztami, stratą czasu lub niewygodą. Warto skorzystać z rad osób, które budowę i wykańczanie domu mają już za sobą.

Jaka działka

Pierwszą decyzją, którą muszą podjąć inwestorzy przymierzający się do budowy domu, jest zakup działki. Błędów można przy tej okazji popełnić bez liku, na przykład nieopatrznie nabyć teren podmokły lub o wysokim poziomie wód gruntowych, posesję położoną na malowniczym odludziu zbyt daleko od miasta lub na gęsto zabudowanym osiedlu. Pan Jakub kupił dużą działkę (2200 m2) z widokiem jak z pocztówki.

– Sama parcela jest urocza – pagórkowaty krajobraz i mnóstwo zieleni. Ma jednak dużą powierzchnię, co oczywiście jest ogromną zaletą, ale z drugiej strony zagospodarowanie takiego terenu wymaga mnóstwo wysiłku i niemałych nakładów finansowych – inwestorzy nie zawsze o tym pamiętają. Poza tym żeby mieć taki widok, musimy wjechać drogą wewnętrzną 300 m na górę, co w zimę jest nie lada wyzwaniem – opowiada pan Jakub.

Pani Anna i jej mąż kupili natomiast niedużą działkę w dobrej lokalizacji. Od początku mieli wybrany projekt domu swoich marzeń. Przed jego zakupem upewnili się, że zmieści się na ich parceli. Dom rzeczywiście zmieścił się na działce, jednak okazało się, że przez wielkie zachodnie okna inwestorzy widzą… budę psa sąsiadów, a ogród ogranicza się do wąskiego paska gruntu za budynkiem. Jest wymarzony dom, jest działka blisko centrum miasta, ale komfortu życia brak. Jaki stąd wniosek? Kupując ziemię pod budowę domu, pamiętajmy, że właśnie w tym miejscu będziemy odpoczywać, przyjmować gości, czyli krótko mówiąc – żyć.

Mądry inwestor po szkodzie

Dom to nie tylko budynek, ale i jego otoczenie – latem mnóstwo czasu będziemy spędzać na tarasie i w ogrodzie

fot. z prywatnych archiwów inwestorów

Jaka bryła

Po pierwsze działka, po drugie bryła. Niektórzy inwestorzy dzielący się z nami swoimi doświadczeniami zapewniają, że ich następny dom byłby (lub będzie) parterowy. Powodów nie trzeba długo szukać – taki układ funkcjonalny jest wygodniejszy, zwłaszcza biorąc pod uwagę dłuższą perspektywę czasową. Pani Joanna z Pomorza obliczyła, że w dzień wolny od pracy pokonuje (notabene wygodne i ładne) schody na poddasze kilkadziesiąt razy. Teraz można to potraktować jako mały trening, ale za kilkanaście lat konieczność wdrapywania się na górę stanie się uciążliwa.

Starannie wykonane i dogodnie zlokalizowane na planie domu schody to pół biedy. Inwestorom bardziej przeszkadzają schody w salonie, który siłą rzeczy traci wówczas przynajmniej częściowo swój intymny charakter i staje się po trosze traktem komunikacyjnym.

– Ci, którzy wchodzą na górę albo schodzą na dół, przeszkadzają osobom w pokoju dziennym, a sami też nie mogą przemknąć niepostrzeżenie. W dodatku zatrudniona przez nas ekipa wykonawcza niestety zawiodła – schody nie wyglądają tak, jak sobie wyobrażałam, i wcale nie są ozdobą salonu. Dlatego dziś wybrałabym projekt z zamkniętą klatką schodową – mówi pani Magda.

Jeszcze więcej narzekań niż schody zebrały skosy poddasza. Wielu inwestorów zdecydowałoby się dziś na drugą kondygnację o pełnej wysokości. Pani Dorota z Warszawy podeszła do wyboru projektu bardzo rozważnie – szukała takiego o odpowiedniej liczbie pokoi, wystarczającym zapleczu gospodarczym oraz ładnej bryle. Niestety, zachowanie odpowiednich proporcji dachu do ścian budynku przełożyło się w jej przypadku na mało funkcjonalne poddasze o nisko schodzących skosach. Ściankę kolankową podniesiono w trakcie budowy aż o dwa bloczki, ale mały spadek dachu (30o) zrobił swoje. – Mimo dużej powierzchni podłogi pokoje na poddaszu są trudne w aranżacji oraz kontuzjogenne, bo po pięciu latach od zamieszkania nadal zdarza się nam uderzyć w głowę… Dziś na pewno wybralibyśmy prostszą bryłę – kostkę, projekt przypominający międzywojenną willę albo dom w stylu południowym – mówi pani Dorota.

Zwłaszcza że dom z poddaszem wcale nie jest tańszy. W bilansie ekonomicznym naszej inwestorki in minus działają: duży, połamany, drogi w wykonaniu dach, duża powierzchnia podłogi (za której wykończenie trzeba było zapłacić) oraz znaczne koszty ogrzewania rozczłonkowanej bryły.

Pan Przemysław spod Krakowa, również właściciel domu z poddaszem, zwraca uwagę na inne niemałe wydatki, które musiał uwzględnić w budżecie swojej budowy: zabudowy g-k oraz okna połaciowe i związane z nimi akcesoria. On także wybudowałby dziś dom z drugą kondygnacją o pełnej wysokości, choć zdaje sobie sprawę, że i taka decyzja wiąże się z pewnymi trudnościami i ograniczeniami. – Pełne piętro ma pewną zasadniczą wadę: trzeba uważniej myśleć o proporcjach bryły i elewacji, trudniej zaprojektować lub wybrać zgrabny budynek. Poza tym pamiętajmy, że dobrym obyczajem jest wpisywanie się w krajobraz zastany, a na terenach podmiejskich przeważają domy z poddaszami. No i – rzecz jasna – nie wszędzie plan zagospodarowania pozwala na pełne piętro – mówi pan Przemysław.

Piętrowe kostki o płaskich dachach też mogą nastręczać swoim mieszkańcom poważnych problemów. Taki dach trudno jest dobrze zaizolować – a przynajmniej wielu ekipom budowlanym działającym na rodzimym rynku sprawia to problemy. Jak widać, wybór bryły domu jest obarczony pewnym ryzykiem niezależnie od tego, na jaki jej typ się zdecydujemy. Ważne jest to, aby podjąć decyzję świadomie, zdając sobie sprawę ze wszystkich jej konsekwencji.

Wybór projektu trzeba dobrze przemyśleć – mały spadek i skomplikowana forma dachu będą ograniczać funkcjonalność pomieszczeń na poddaszu

fot. z prywatnych archiwów inwestorów

Z poddaszem czy piętrowy? Czasami odpowiedź na to pytanie znajdziemy w planie miejscowym. To kolejna rzecz, którą trzeba sprawdzić przed zakupem działki na danym terenie

fot. z prywatnych archiwów inwestorów

Jaka powierzchnia

Dom powinien być nie tylko ładny, lecz także wygodny, to znaczy ani za mały, ani za duży. Oszczędnie wykrawane działki budowlane, wysokie koszty robocizny i materiałów oraz pewnego rodzaju niedostatek wyobraźni (występujący na przykład u inwestorów, którzy dotąd mieszkali w bloku i teraz budują pierwszy własny dom) sprawiają, że czasem wybieramy projekty o metrażu, który z biegiem lat okazuje się za mały. Coś podobnego przydarzyło się pani Joannie z Pomorza.

– W tej chwili bardzo przydałyby się nam druga łazienka na poddaszu i większe sypialnie. Dzieci rosną. Dzisiaj nie mogę zrozumieć, czemu nie uwzględniłam tego zjawiska przy wyborze projektu. Sypialnie córek są obok naszej i mamy wspólną łazienkę. Było to wygodne, gdy dziewczynki były młodsze, ale teraz mamy inne godziny snu, inne pory wstawania, inny tryb życia, więc czasami sobie nawzajem przeszkadzamy – mówi inwestorka.

Rozdzielenie strefy dzieci i rodziców jest bardzo ważne, ale w niewielkich domach, gdzie wszystkie sypialnie znajdują się na poddaszu – niezwykle trudne. W takiej sytuacji warto zachować przynajmniej program minimum: pokoje dorosłych i nastolatków w przeciwległych krańcach korytarza, drzwi o pełnych skrzydłach, w miarę możliwości dwie łazienki.

Cenne metry kwadratowe pozornie najłatwiej jest zaoszczędzić na pomieszczeniach o funkcji gospodarczej, pomocniczej. Inwestorzy często nie doceniają ich znaczenia – i gorzko potem tego żałują. Pani Joannie brakuje pralni z prawdziwego zdarzenia. W projekcie jej domu przewidziano wprawdzie wnękę w łazience, gdzie jest miejsce na pralkę i suszarkę, ale ta przestrzeń jest ciasna i niewygodna.

Często zapominamy też o swoich czworonogach, a przecież dom powinien być przyjazny również dla nich. Na etapie wyboru projektu trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie będą stały miski i kuwety, a gdzie znajdą się posłania naszych ulubieńców – radzą nauczeni na własnych błędach inwestorzy. Uczmy się od przezornych – pani Małgorzata ma na parterze trzy schowki, w tym jeden otwarty, z posłaniem dla psa. Bogate zaplecze gospodarcze uważa za jedną z największych zalet swojego domu.

Dom budujemy dla siebie i dla dzieci, które z czasem będą potrzebowały większej prywatności

fot. z prywatnych archiwów inwestorów

Budujemy nowy dom

Wybór działki i projektu nie oznacza bynajmniej końca perypetii inwestorów. Mnóstwo błędów może się pojawić także na etapie budowy.

W projekcie domu pani Doroty przewidziano, owszem, pomieszczenie gospodarcze, ale praktyczni inwestorzy uznali, że jest ono za małe, aby pomieściło kotłownię z rekuperatorem, pralnię, a jednocześnie mogło odgrywać rolę składzika. Żeby powiększyć zaplecze techniczne, a przy okazji zrealizować marzenie o sali kinowej, pokoju fitness i saunie, pani Dorota i jej mąż postanowili podpiwniczyć swój dom. – Niestety, okazało się, że izolacji pionowej trzeba dopilnować z najwyższą uwagą, a tego jako młodzi inwestorzy zaniedbaliśmy, skutkiem czego tuż przed przeprowadzką mieliśmy w piwnicy… basen. Konieczne było odkopanie ścian, poprawienie izolacji oraz osuszenie piwnicy – opowiada pani Dorota. Wszystko to wymagało dużych nakładów finansowych i zajęło sporo czasu. Po tych doświadczeniach inwestorzy doszli do wniosku, że gdyby budowali dom ponownie, więcej miejsca na przechowywanie zaplanowaliby na parterze lub na strychu.

Historia pani Doroty pokazuje, że czasami błędy są dziełem nie samych inwestorów, ale niedokładnych ekip wykonawczych. Ściana działowa w kuchni przesunięta o zaledwie 3 cm uniemożliwia zastosowanie standardowej zabudowy, brak kąta prostego między ścianami w łazience utrudnia ułożenie płytek – tego rodzaju klasyczne wpadki nie ominęły też naszych bohaterów. Jaki stąd wniosek? Lepiej sprawdzić wszystko dwa razy w czasie odbioru domu, niż narażać się na dodatkowe koszty i komplikacje podczas jego wykańczania i urządzania.

Na niepotrzebne wydatki z pewnością narazi nas również niezdecydowanie. Pani Edyta na etapie adaptacji projektu nie wiedziała, czy pokryć dach dachówką, czy blachodachówką. – W projekcie zaproponowano dachówkę, ostatecznie zdecydowaliśmy się na blachodachówkę, ale więźba została zaprojektowana i wykonana pod dachówkę. To zbędny koszt, ponieważ pod blachodachówkę nie potrzeba tak masywnych krokwi – opowiada.

Mądry inwestor po szkodzie

Jeśli budowę lub wykończenie domu powierzyliśmy specjalistycznej ekipie, nie obawiajmy się kontrolować postępów i efektów jej pracy

fot. z prywatnych archiwów inwestorów

Instalacje-komplikacje

Warto też przemyśleć zawczasu rozwiązania instalacyjne, ponieważ podjęte decyzje mogą się okazać nieodwracalne lub trudne do zmiany. Niektórzy z naszych inwestorów mają ogrzewanie podłogowe tylko w wybranych pomieszczeniach (łazienka, wiatrołap) i żałują, że nie zamontowali go w całym domu albo przynajmniej na poddaszu. Przyjemność chodzenia zimą po domu bez kapci byłaby tego warta – uważają. Pani Małgorzata ma też inne przemyślenia związane z nowoczesnymi instalacjami: – Żałuję, że za późno podjęliśmy decyzję o wentylacji mechanicznej i musieliśmy rozprowadzać ją rurami spiro. To rozwiązanie doradził nam wykonawca, a poza tym było korzystniejsze cenowo. Rury trzeba było następnie zabudować, co nie wszędzie wygląda dobrze – ocenia inwestorka.

Pamiętajmy też, aby zadbać o najdrobniejsze szczegóły, takie jak odpowiednia liczba i rozmieszczenie gniazdek – nie tylko w budynku, ale i na zewnątrz (na potrzeby kosiarki, oświetlenia itp.).

***

Czy można wybudować dom, nie popełniając żadnego błędu? Warto próbować. Warto też dokładnie przemyśleć swoje potrzeby (obecne i przyszłe) oraz konsekwencje zastosowania lub niezastosowania niektórych rozwiązań. Nagrodą za wysiłek będzie wygodny dom na naszą miarę.

Uwaga na szczegóły fot. z prywatnego archiwum

Pani Joanna z Krapkowic

Uwaga na szczegóły

Przestrzegam inwestorów przed pozornymi oszczędnościami. Chcąc zaoszczędzić na płytach szalunkowych przy wylewaniu stropów, zatrudniona przez nas firma budowlana wykorzystała różnego rodzaju płyty drewniane i meblowe. W efekcie po ich oderwaniu strop pokrywają niemożliwe do zerwania resztki okleiny, w dodatku jest on tak gładki, że zamiast tynków na suficie musieliśmy zamontować płyty g-k.

Nie udało nam się też uniknąć wpadki z oświetleniem stopni na klatce schodowej. Instalację i puszki umieściliśmy na etapie lania schodów. Wszystko wyglądało ładnie i symetrycznie do czasu, kiedy stolarze pokryli beton drewnem. Okazało się, że otwory w drewnianych stopniach nie pokrywają się dokładnie z puszkami w ścianie, a to za sprawą niwelacji różnego rodzaju nierówności. Pozostało kucie i przesuwanie oświetlenia.

Kuchnia i taras fot. z prywatnego archiwum

Pani Małgorzata z woj. mazowieckiego

Kuchnia i taras

Jednym z rozwiązań, których bardzo mi brakuje w naszym domu, jest wyjście z kuchni na taras. Latem często jadamy na świeżym powietrzu i muszę wydawać talerze przez okno albo wychodzić okrężną drogą przez salon. Niestety, tego błędu nie uda się naprawić bez strat na funkcjonalności kuchni. Brak mi też rolet zewnętrznych w oknach połaciowych – słonko przygrzewa mocno i poddasze bardzo się nagrzewa.

Wiatrołap do poprawki fot. z prywatnego archiwum

Pani Katarzyna z Luizna

Wiatrołap do poprawki

W naszym domu nie sprawdził się wiatrołap o powierzchni 2,1 m2. Dla czteroosobowej rodziny, która często przyjmuje gości, okazał się zbyt mały i niewygodny. Wskutek tego w strefie wejścia często tworzyły się korki, nie było miejsca na wygodne zdjęcie kurtek oraz pozostawienie butów. Po kilku miesiącach przenieśliśmy drzwi wejściowe do korytarza, a z wiatrołapu utworzyliśmy wygodną garderobę, w której mieszczą się szafy oraz półki na obuwie – to był strzał w dziesiątkę. Dodatkową korzyścią jest to, że wejście do domu jest obecnie od ulicy, a nie, jak wcześniej, w elewacji bocznej.

Tylko lite drewno fot. Andrzej Papliński

Państwo Anna i Przemysław spod Krakowa

Tylko lite drewno

Przekonaliśmy się, że kabli nigdy nie jest za wiele. Do każdego potencjalnego punktu z odbiornikiem należy doprowadzić dwie-cztery żyły (dekoder satelitarny z nagrywaniem, telewizja naziemna, zapas na wypadek awarii). Podobnie ze skrętkami – nie zawsze Wi-Fi załatwia wszystko, lepiej mieć parę kabli więcej, niż potem ciągnąć je awaryjnie listwami, kuć ściany itd. Na etapie budowy to tylko koszt kabla.

Co do urządzania wnętrz to nie wierzymy w żadne okleinowane stoły do jadalni – tylko lite drewno. Okleina zaczyna prędzej czy później puchnąć, odklejać się, niszczeć. Być może to kwestia egzemplarza lub producenta, ale znacznie bezpieczniej wybrać produkt z litego drewna, nawet ze średniej półki cenowej. To częściowo dotyczy też innych mebli, ale to stół musi znieść najwięcej.

Każdą decyzję przemyśleć dwa razy fot. z prywatnego archiwum

Pani Edyta z woj. podlaskiego

Każdą decyzję przemyśleć dwa razy

Jesteśmy na etapie prac wykończeniowych, ale już teraz ujawniło się kilka błędów, których wolałabym uniknąć.

Początkowo nie chcieliśmy mieć piwnicy, potem zdecydowaliśmy się na małe podpiwniczenie – za małe, jak się okazuje. Piwnica ma około 20 m2. Po wstawieniu pieca, zmiękczacza wody i wyznaczeniu miejsca na pelety, zrobiło się tam bardzo ciasno. Żałujemy, że nie przeznaczyliśmy na piwnicę 40 m2 – przydałaby się większa powierzchnia na składzik, narzędzia itd.

Nasz taras ma około 15 m2 – powinien być dwa razy większy. Po postawieniu mebli ogrodowych zostaje niedużo miejsca. Na większym tarasie zmieściłoby się więcej gości, można by postawić grill itd.

Poważnie zastanawiamy się nad montażem rolet zewnętrznych. Na etapie montażu okien byłoby to prostsze i efekt byłby bardziej estetyczny, ponieważ roleta schowana nad oknem byłaby niewidoczna – teraz zostaje nam montaż jedynie w świetle okna lub w kasecie nad oknem.

Pomyłki w łazience fot. z prywatnego archiwum

Pan Michał z Warszawy

Pomyłki w łazience

Na pewnym etapie prac wykończeniowych już wiedziałem, że absolutnie każdą rzecz trzeba przymierzyć i sprawdzić, czy na pewno pasuje. Tak zrobiliśmy w przypadku wanny narożnej. Zanieśliśmy ją do łazienki – pasowała idealnie. Niestety, nie przyszło nam do głowy, żeby ją całkowicie odpakować z kartonów. Po kilku dniach zadzwonił do mnie fachowiec z pytaniem, czy na pewno ma tę wannę montować, bo ona po prostu nie pasuje – jest mniejsza, niż wydawała się podczas przymiarki.

Wybraliśmy też okazałą, piękną, czarną umywalkę z konglomeratu. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że utrzymanie jej w czystości będzie trudne, ale okazało się prawdziwym koszmarem. Polecałbym taką umywalkę osobom, które uwielbiają sprzątać, przecierać, szorować i polerować – naprawdę będzie dużo rozrywki! Szkoda, że my nie jesteśmy fanami spędzania czasu na sprzątaniu.

Za duży metraż fot. z prywatnego archiwum

Pani Dorota z Warszawy

Za duży metraż

Budując dom, przeszacowaliśmy swoje potrzeby i teraz widzę, że jest on za duży. Piwnica ma 120 m2, sam salon 40 m2, poddasze to wielka kubatura o małej funkcjonalności. Na szczęście ten problem w dużej mierze rozwiązał się sam, kiedy pożegnałam się z korporacją i zrealizowałam swoje marzenie: własny sklep internetowy z tkaninami bawełnianymi. Nie muszę wynajmować magazynu, a pomieszczenia na poddaszu udało się bardzo wygodnie zagospodarować głębokimi półkami pod skosami. Piwnica jako dodatkowy magazyn też się przydaje.

Kominków nigdy dosyć fot. z prywatnego archiwum

Pani Joanna z woj. pomorskiego

Kominków nigdy dosyć

W części wypoczynkowej salonu mamy kominek, który uwielbiamy. Problem polega na tym, że na co dzień nie spędzamy tam zbyt wiele czasu. Gdybym ponownie budowała dom, zrobiłabym jeszcze jeden kominek w kuchni lub jadalni, bo tam przebywamy najczęściej, ewentualnie dwustronny w ścianie między salonem i jadalnią, by było widać ogień z obydwu pomieszczeń. No i może trzeci w sypialni...

Nietrafione inwestycje fot. z prywatnego archiwum

Pan Adam z woj. łódzkiego

Nietrafione inwestycje

Powinienem kupić okna dachowe trzy-, a nie dwuszybowe. Zimą od czasu do czasu skrapla się na nich woda. (Na szczęście mam wentylację mechaniczną, którą wtedy podkręcam). Poza tym naprzeciw jednego z okien połaciowych znajduje się komin, mimo iż mógłby być gdzie indziej. Przeszkadza mi to, że zasłania fragment nieba. Projektant zwracał mi na to uwagę, ale to zbagatelizowałem.

Podgrzewanie elektryczne chodnika przed drzwiami (do usuwania oblodzenia) nie sprawdziło się. Mata grzejna 2500 W nic nie daje, a prądu pobiera tyle co dwa żelazka. Taniej będzie kupić parę kilogramów soli – wystarczy na najgorszą zimę i działa natychmiast.

Dziś na pewno kupiłbym tańszy rekuperator. Inwestycja w drogie urządzenie zwraca się po kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu latach.

Wydanie: Murator 11/2015 Tekst Anna Grabowska
Zdjęcia z prywatnych archiwów inwestorów
warto przeczytać
tematy z okładki
Co nowego w oknach drewnianych
Producenci okien stale udoskonalają swoje wyroby, aby sprostały zarówno wymaganiom technicznym - termoizolacyjności, bezpieczeństwu - jak i obowiązującym trendom. Współczesne...
OKNA