Najlepsze remonty w konkursie Remont Roku 2017

Lepszy bliźniak

Piotr Baran
Piotr Baran

Dom w zabudowie szeregowej postawiono w latach 90. Niby niedawno, ale w kontekście zmieniającego się stylu życia minęła epoka. Nowi nabywcy musieli wyburzyć ściany tworzące ciemne korytarze. Powiększyć okna i wpuścić do wnętrza piękne nadmorskie światło. By wreszcie dało się poczuć, że tu naprawdę jest 200 m2 powierzchni użytkowej.

Postanowili, że przeniosą się z rodzinnego Lęborka do Gdyni, gdy starsza córka dorośnie do liceum (wybrała gdyńskie LO). Ale Anna przyznaje, że – niezależnie od tego – mieszkanie w Gdyni było jej marzeniem od zawsze. Razem z mężem Tadeuszem często odwiedzali tam znajomych i któregoś razu na ich ulicy zobaczyli ogłoszenie o domu na sprzedaż. Miejsce świetne: centrum miasta, ale nie ścisłe, więc jest kameralnie. Za to bryła domu bez rewelacji. Trzykondygnacyjny szeregowiec zbudowany w latach 90., a to – jak zauważa Kasia Dudko, architektka z pracowni Formativ, która później zajęła się remontem – nie były dla polskiej architektury urokliwe czasy. Wewnątrz też dziwnie: ponuro, klaustrofobicznie. Niby 200 m2 przestrzeni użytkowej, ale zupełnie się tego nie czuło, do tego wszędzie zacieki i pęknięcia. – Kompletnie nie to, czego chcieliśmy. Ale czuło się potencjał – mówi Anna. Zdecydowali, że to okazja.

Przed remontem. Przestrzeń wspólna była tylko częściowo otwarta. Świadczy o tym nawet stara balustrada z wyraźnymi barierkami, dzieląca przestrzeń

fot. z prywatnego archiwum
Lepszy bliźniak

Po remoncie. Widok z trzeciej kondygnacji na strefę wypoczynkową: kolorową kanapę wypełniającą wnękę pod najbardziej okazałym oknem w budynku. Wcześniej było podobne okno, tyle że zamknięte w klatce schodowej. Nowy projekt zakładał maksymalne otwarcie przestrzeni wspólnej. Nawet rodzaj balustrady mimo ogromnych trudności z jej wykonaniem nie podlegał dyskusji

fot. Tom Kurek

Prawie od zera

Dom w Lęborku był urządzony tradycyjnie: dużo starego złota, kolumienki. W nowym miało być zupełnie inaczej: monochromatycznie, dużo naturalnego światła, otwarte przestrzenie wspólne.

– Prosto, czysto i przyjemnie – podsumowuje Anna. Kasia Dudko dodaje, że po wizji lokalnej i wysłuchaniu oczekiwań inwestorów wiedziała jedno: trzeba wybebeszyć wnętrze. – W budynku, na parterze, było wcześniej biuro, a wyżej dwa prywatne piętra z osobnym wejściem. Sporo przestrzeni zabierała zamknięta, prowadząca do mieszkania klatka schodowa. Cała w żelbecie, zupełnie jak w bloku z wielkiej płyty, gdy wychodzi się z windy, by dojść na wyższe piętro – mówi architektka.

Po zakończeniu pierwszej fazy, rozbiórkowej, we wnętrzu pozostały jedynie elementy konstrukcyjne: ściana nośna oraz filar na pierwszej kondygnacji (pełniącej obecnie funkcję strefy dziennej, czyli salonu z kuchnią). Stalowy wspornik poprzedni właściciel zamaskował, „obrzucając” go tynkiem. Teraz tynk został zdarty, a stal pomalowana na czarno.

Co do ściany nośnej, to wokół niej pobiegły schody. Zupełnie inne niż wcześniej. Pierwotnie cała klatka była zabudowana. Pod stopniami, na parterze, mieściły się jedynie mała ubikacja i skrzynka, w której umieszczono liczniki mediów (wyodrębnione dla biura). Po unifikacji przestrzeni i całkowitej zmianie instalacji (udało się wszystkie liczniki ulokować w garażu, tam też jest kotłownia gazowa obsługująca wodne ogrzewanie podłogowe w całym budynku) można było do pierwszego spocznika poprowadzić efektowne stopnie wspornikowe, zakotwiczone we wspomnianej ścianie nośnej. Wyżej musiały już być klasyczne, czyli wsparte na konstrukcji żelbetowej, ale np. przestrzeń pod drugim biegiem udało się wykorzystać na łazienkę, która przylega do pokoju starszej córki. – By wykorzystać wykonaną z gazobetonu ścianę na osadzenie w niej spektakularnych lewitujących stopni, musieliśmy ją wzmocnić blachą przyśrubowaną do posadzki – mówi Kasia Dudko. – Można to było spokojnie zrobić na samym początku, bo posadzkę i tak zrywaliśmy aż do piachu.

Przy takich schodach nie mogło być mowy o klasycznej balustradzie. Inwestorzy zapalili się do pomysłu architektów, by cała, aż do trzeciej kondygnacji, była przeszklona. – Każda inna zabiłaby odzyskaną przestrzeń – wyjaśnia Kasia Dudko.

Wykonanie tej konstrukcji architektka wspomina jako prawdopodobnie największe wyzwanie w kilkunastoletniej historii jej pracowni. Szyby musiały być docięte do stopni, a przy tym wzmocnione (są jednorodne hartowane o grubości 15 mm, nieklejone). Najdłuższa miała… ponad 6 m po przekątnej. Problemy zaczęły się od znalezienia odpowiedniej firmy, która taką połać szkła zahartuje. Pierwsze szkło pękło w trakcie hartowania, ale za drugim podejściem wszystko poszło zgodnie z planem.

Lepszy bliźniak

Parter. Strefa wejścia do domu. W tym miejscu znajdowała się wcześniej zamknięta klatka schodowa z niszą, nazywaną przez poprzednich właścicieli oranżerią. Miejsca wystarczało tam jedynie na starą kanapę. Teraz znajduje się tu gabinet pana domu z przejściem na taras. Przeszklenie ścian i „lewitujący” bieg schodów nadały tej strefie lekkość

fot. Tom Kurek

Oczekiwania

Po pierwszym spotkaniu z architektami Anna sporządziła notatkę dotyczącą oczekiwanych rozwiązań estetycznych. Maksymalne otwarcie przestrzeni i dyscyplina kolorystyczna. Maksimum białego, szarego, beżowego i czarnego. Dużo podświetleń, brak typowych płytek, wyjątek, te na podłodze, duże czarne i białe, najlepiej w szachownicę. Zamiast płytek na ścianie fototapety. Czarno-białe lub w sepii, z kolorowym akcentem. Okna do samej ziemi i jako główna ozdoba we wszystkich pomieszczeniach oryginalne lampy. – Prawie wszystkie te oczekiwania udało się spełnić – mówi dziś projektantka.

Lepszy bliźniak

Stalowy słup konstrukcyjny na pograniczu salonu i jadalni jest jedynym poza ścianą nośną elementem wnętrz, który nie został usunięty lub przesunięty. Dla kontrastu z białymi ścianami udekorowanymi sztukateryjnymi listewkami pomalowano go na czarno

fot. Tom Kurek
Lepszy bliźniak

Zadaniem ścianki telewizyjnej jest przesłonięcie strefy gotowania – w miejscu, gdzie są płyta kuchenna i okap. Wcześniej kuchnia była całkowicie zintegrowana z salonem. Ale zabudowana na planie L (z dodatkową wysoką ścianą), przez co tworzył się wąski korytarz do znajdujących się za jej „plecami” pomieszczeń prywatnych. Nad bufetem duma pani domu – jej ulubiona lampa marki Vibia

fot. Tom Kurek

Parter bez szafowania

Tutaj pierwotnie funkcjonowało wspomniane biuro z osobnym wejściem (i własną ubikacją), a przez drugie drzwi wchodziło się do klatki schodowej prowadzącej na piętra prywatne. Obok schodów znajdowało się jeszcze coś w rodzaju oranżerii czy też ogrodu zimowego połączonego z niewielkim tarasem. Poprzedni właściciel ograniczył się do ustawienia tam starej sofy.

– Mały metraż tej kondygnacji nie pozwalał na szafowanie przestrzenią. Długo więc zastanawialiśmy się nad funkcją „oranżerii”. Żeby nie stała się martwą strefą, poczekalnią z dwoma fotelami i stoliczkiem – mówi architektka. Stanęło na gabinecie z efektowną rozrzeźbioną ścianą (łupek cięty w paski, mocowany na siatce) kolorystycznie nawiązującą do podłogi (kafle 100 x 100 cm, gres marki Ariostea stylizowany na bazalt). Pomieszczenie całe jest przeszklone, ale też dźwiękoszczelne. Służy zarówno Tadeuszowi, jak i córkom, gdy przychodzi korepetytor. Tam, gdzie był lokal usługowy, starsza z nich ma pokój z własną łazienką. – Mówiła, że bardzo jej to pasuje, bo będzie mogła wymykać się przez okno na imprezy, a my nawet tego nie zauważymy – śmieje się mama, Anna. – I wymyka się? – Nie wiem, nie zauważyliśmy.

Więcej funkcji na parterze zaplanować się nie dało.

Lepszy bliźniak

fot. Tom Kurek
Lepszy bliźniak

Schody łączące trzy kondygnacje (na zdjęciu pierwsze piętro) to majstersztyk wykonawczy. Stopnie częściowo wspornikowe, zakotwiczone w ścianie nośnej. Balustrada z dużych tafli szkła

fot. Tom Kurek

Piętro dorosłych

Dzieli się na sypialnię dorosłych (z łazienką i małą garderobą) oraz strefę dzienną – miejsce spotkań wszystkich domowników. Uwagę zwraca w niej ciekawa posadzka. Wygląda jak drewniana, ale to płyty gresowe o proporcjach i fakturze desek (Gardenia, seria „Just Venice”, rozm. 180 x 26,5 cm). – Dzięki temu udało się zachować klasyczny układ podłóg drewnianych – zauważa Kasia Dudko. Złudzenie jest pełne, zwłaszcza że stopnie schodów wykonano z naturalnej dębiny, podbejcowanej pod kolor właśnie tej posadzki. – Myśleliśmy o deskach, ale uznaliśmy, że odwiedza nas sporo znajomych, kobiety nieraz są w szpilkach, więc drewniana podłoga szybko by się zniszczyła – dodaje inwestorka.

Ściany przywodzą na myśl sztukateryjne panele, ale ten efekt udało się uzyskać dzięki przyklejeniu listewek (Orac Decor) do powierzchni pomalowanej zwykłą farbą. Obramowane kwadraty aż proszą się o wypełnienie zdjęciami, obrazami. Annie jednak podoba się ta czysta forma i nie zamierza w nią ingerować.

Kuchnia jest otwarta, ale tę jej część, gdzie się gotuje i gdzie z sufitu zwisa tuba okapu, przesłania ściana, na której – od strony salonu – zawieszono telewizor. – Daje to osobie przygotowującej posiłek swobodę działania, bo nikt nie zagląda jej do garnków, a jednocześnie osoba ta pozostaje w kontakcie z gośćmi lub domownikami – mówi architekta.

Frontem do kuchni stoi kanapa. Lekka, na wysokich nóżkach i bardzo długa, bo ma aż 4,2 m. Właściwie wychodzi z salonu, wydłużając go optycznie.

Trzy okna za nią zostały powiększone. Wcześniej zaczynały się od parapetu na klasycznej wysokości 78 cm. Teraz wyrastają z podłogi, są też znacznie szersze, a antracytowa barwa ram (aluminium i PCW) przyjemnie kontrastuje z białymi ścianami. Wyjątkowe jest okno przy schodach, zwieńczone łukiem. Pałacowe. Było w tym miejscu od początku, trochę bez związku z architekturą budynku, ale okazało się, że fantastycznie doświetla wnętrze, dlatego znalazło miejsce także w nowej koncepcji.

Inwestorka postanowiła, że w niszy pod łukowym oknem (teraz bezszprosowym) stanie kolorowa, wykonana na miarę kanapa, a charakter tego zakątka do relaksu podkreślą ciekawe lampy. Ową kanapę i urocze à la lampiony z chwostami widzimy na spektakularnym zdjęciu wykonanym z trzeciej kondygnacji. Ten kadr ujmuje sedno zmian, jakie zaszły w domu. Zamiast wcześniejszego ciemnego i nieprzyjemnego korytarza – spektakularny hol: jasna, otwarta przestrzeń i przeszklone balustrady, które nie przesłaniają widoku, nie tylko na kwiecistą kanapę (ona jedyna spośród mebli od razu miała się rzucać w oczy), ale też na świat za oknem (lustrzana folia na jego szybie uniemożliwia z kolei zaglądanie do wnętrza).

Sypialnia dorosłych powstała po scaleniu dwóch małych pokoików przedzielonych ciasną łazienką. Pierwotnie prowadził do nich równoległy do kuchni korytarzyk. W nowym projekcie korytarzyk wyparował, kuchnia otworzyła się na salon, a pokoiki za jej „plecami” połączyły w łazienko-garderobo-sypialnię.

Lepszy bliźniak

Salon jest stosunkowo niski (255 cm), stąd rozwiązania, które mają optycznie go podwyższyć: powiększenie okien, zasłony na całej wysokości ściany, kinkiety podkreślające piony i plafony na suficie zamiast lampy wiszącej

fot. Tom Kurek

Poddasze księżniczki

Tutaj mieszczą się dwa pokoje: gościnny i dziecięcy, należący do młodszej córki: 13-letniej Zuzy. – Właściwie całe to piętro jest jej rezydencją – śmieje się Anna. – Bo my rzadko tam wchodzimy.

Córka ma największą garderobę i łazienkę. Ona jedyna dysponuje zarówno wanną, jak i prysznicem (u rodziców jest tylko wanna, a u starszej siostry – prysznic). Jednak czasami musi się tą przestrzenią podzielić. W jej łazience, pod skosem, znajduje się szafka o głębokości 70 cm. Z zewnątrz nie wygląda na dużą, ale w tym miejscu znajduje się uskok pionu kominowego. Wystarczyło, by pomieścić pralkę i suszarkę.

Lepszy bliźniak

Pokój 16-letniej Juli na parterze wcześniej był pomieszczeniem biurowym z wejściem z ulicy. Utrzymany w czerni i bieli. Dużo półek na książki, na całej ścianie fototapeta z cytatem z oryginalnej wersji „Małego Księcia”. Jest też łazienka z prysznicem

fot. Tom Kurek

Łazienka Juli. Maleńka, bo wygospodarowana z toalety, która wcześniej znajdowała się pod schodami. W całym domu zastosowano okrągłe lustra – w nawiązaniu do marynistycznych bulajów, charakterystycznego elementu architektury Gdyni

fot. Tom Kurek
Lepszy bliźniak

Łazienka na poddaszu, które prawie w całości zajmuje młodsza 13-letnia córka. Jednym z założeń było unikanie płytek. Wystarczyło zastosowanie farby odpornej na wilgoć, a za umywalką – fototapety. Szafa pod skosem jest znacznie głębsza, niż to się wydaje na zdjęciu. Wchodzi w uskok za pionem kominowym, dlatego spokojnie mieści pralkę i suszarkę

fot. Tom Kurek
Lepszy bliźniak

Gabinet pana domu na parterze. Stylizowane na bazalt płyty gresowe harmonizują z „poszarpaną”, wyłożoną łupkiem ścianą. Bardzo męskie miejsce, jednak z przyjemnością zajmują je córki – na przykład do odrabiania lekcji (przeszklenie nie przepuszcza dźwięków i można je przesłonić)

fot. Tom Kurek

* * *

Remont trwał siedem miesięcy, choć pewnie mógłby się skończyć wcześniej, gdyby nie trudności z realizacją schodów. O skali wyzwania świadczy wyznanie architektów, że po zakończeniu prac musieli wybrać się na dłuższy urlop. Inwestorzy mają jednak dokładnie taki dom, jakiego oczekiwali. Zupełnie inny od poprzedniego. Anna jest zachwycona efektami przestrzennymi i grą świateł. Przyznaje, że w otwartych przestrzeniach nie udało się ulokować wielu rzeczy, do których przyzwyczaili się w starym domu, ale… może właśnie o to chodziło.

Plany domu przed przebudową

Poddasze 72 m2

rys. Agnieszka i Marek Sterniccy

Piętro 80 m2

rys. Agnieszka i Marek Sterniccy

Parter 48 m2

rys. Agnieszka i Marek Sterniccy

Plany domu po przebudowie

Poddasze 71,4 m2

rys. Agnieszka i Marek Sterniccy

Piętro 80, 5 m2

rys. Agnieszka i Marek Sterniccy

Parter 47,8 m2

rys. Agnieszka i Marek Sterniccy

Oczami inwestorów

Anna i Tadeusz powierzyli zaprojektowanie całkowicie nowego wnętrza w murach domu z lat 90. projektantom Kasi i Michałowi Dudko z biura Formativ

Co udało się najbardziej?

Anna: Najbardziej zachwycona jestem klatką schodową. Nic nie wskazuje, że w jej miejscu była inna – z drewnianymi balustradami, całkowicie zabudowana i ciemna mimo tego ogromnego okna na pierwszym piętrze, które nazywam piętrem dorosłych. Otwarcie przestrzeni pozwoliło na wyeksponowanie wszystkich pięknych detali, na których mi zależało. Zwłaszcza lamp. Delektuję się ich widokiem. Najbardziej lampą nad blatem kuchennym – to trzy „pastylki”, z których każda świeci inaczej. Uwielbiam też „koszyczki” wiszące nad kolorową kanapą. Stwarzają delikatny klimat glamour, a na tym bardzo mi zależało.

Co było najtrudniejsze?

Anna: Dla wykonawców na pewno wykonanie szklanej balustrady. Dla mnie trudne jest teraz wyegzekwowanie od domowników utrzymania jej w czystości. A poważnie – remont trwał siedem miesięcy. Dłużej, niż to wstępnie zaplanowaliśmy. Ale przy tak gruntownych zmianach trzeba się liczyć z opóźnieniami.

Zanim zamieszkali

Masywna bryła schodów przytłaczała przestrzeń niedużego holu. Dlatego została podjęta decyzja o zastąpieniu jej konstrukcją wspornikową

fot. z prywatnego archiwum

Remont Roku 2018

Trwa kolejna edycja konkursu Remont Roku 2018! Pochwal się swoim remontem lub planami z nim związanymi i wygraj atrakcyjne nagrody. Na zgłoszenia czekamy do 15 grudnia 2018 roku! W każdym z 6 etapów Konkursu przyznane zostaną nominacje do nagrody głównej, które również nagrodzimy! Zapraszamy do remontowej zabawy!

Konkurs Remont Roku 2018

 

 Remont Roku 2018

Wydanie: Murator 8/2018 Tekst Piotr Baran
Zdjęcia Tom Kurek
Projekt architekci wnętrz Kasia i Michał Dudko / Formativ
warto przeczytać
tematy z okładki