Gra pustki i pełni

Maja Mozga-Górecka
Maja Mozga-Górecka

Niezbyt duża działka sprawiła, że architekci zdecydowali aby dom miał zwartą bryłę. Ale postanowili ją rozrzeźbić i tak powstała niezwykła szachownica - trójwymiarowa.

Gra pustki i pełni

Od strony ogrodu piętro nad szklanym narożnikiem jest cofnięte. Po obrysie budynku biegnie tam jednak rama, która domyka bryłę

fot. Marcin Czechowicz

Między Puszczą Kampinoską a Wisłą, której szerokie koryto rozdzielają piaszczyste łachy, mielizny i kępy, nagromadziło się sporo znanych podwarszawskich miejscowości. Ale im dalej na północny zachód od Łomianek, tym zabudowa staje się luźniejsza. Koguty tam pieją w południe, gołębie wypuszczone z gołębnika – zamiast fruwać – siedzą na płocie, szyld delikatesów wypłowiał od słońca, a na rozstajach dróg kapliczkę z błękitną, senną Madonną zdobią orchidee z tworzyw sztucznych. Lokalnym władzom jednej z tych miejscowości udzielił się ospały nastrój albo zabrakło inwencji: kolejne alejki odchodzące prostopadle od głównej ulicy nazywają się tak samo jak ona, właściwy adres znaleźć jest więc trudno. To nazywanie ulic na wzór drzew genealogicznych okazało się jednak mieć dobre strony.

Młode małżeństwo chciało wybudować w tej okolicy dom nowoczesny, lecz płaskiego dachu nie przewidywał plan miejscowy i urzędnicy odrzucili projekt. Inwestorzy byli jednak nieustępliwi. Wskazali, że trzy ulice dalej, czyli zgodnie z ewidencją, na tej samej ulicy, stoi już dom z płaskim dachem. Argument oparty na tym logicznym rozumowaniu był nie do zbicia.

gra-pustki-i-pelni.jpeg Zdjęcia (3)
Elewacja frontowa jest asymetryczna i skomponowana jak naprzemienna układanka z biało-szarych kostek. Wnęki wyłożone drewnem podkreślają asymetrię fot. Marcin Czechowicz

Sześcian w sadzie

– Gdy kupowaliśmy działkę i powstawały pierwsze koncepcje domu, w okolicy nie było prawie żadnych budynków, tylko kwitnące sady. Trochę inaczej myśli się wtedy o tym, jak ma wyglądać przyszły dom. Zwłaszcza jeśli porzuca się dla niego hałaśliwe śródmieście Warszawy. W apartamentowcu, bez zieleni, czułam się jak w puszce. Pochodzimy z mężem z tych okolic, więc był to dla nas powrót do korzeni. A ponieważ w pobliżu jest Puszcza Kampinoska, więc także powrót do natury – opowiada właścicielka.

Budowa łącznie z wykończeniem nie trwała długo – rok i trzy miesiące. Od jej ukończenia (2018 r.) minął kolejny rok, ale w tym czasie okoliczna zabudowa stała się zwarta, dziś domy jeden za drugim flankują ulicę. Na szczęście zachowano część drzew na granicach działek. Tworzą naturalną barierę i nadają przestrzeni ogrodu pewną kameralność.

Działka nie stwarzała problemów. W ustalaniu lokalizacji należało uwzględnić linię zabudowy, którą urzędnicy wyznaczyli na 6 m od drogi. Aby ogród na tyłach budynku, od strony południowo-wschodniej, był jak największy, piętrowy dom o powierzchni 295 m2 przysunięto tak blisko drogi, jak tylko pozwalały przepisy, a od północy – do działki sąsiada.

Formę zastosowano najprostszą z możliwych – prostopadłościan. Zimą, gdy słońce stoi nisko, na dużych, białych powierzchniach ścian i ogrodzenia rysują się ruchome obrazy – cienie grubych konarów i cienkich gałązek drzew. Wiosną przybysza wita strzelista amanogawa – kwitnie na różowo i dodaje zalotnych rumieńców stonowanej kolorystyce budynku. By uniknąć monotonii, zaprojektowano go jako grę pustki i pełni dość konsekwentnie poprowadzoną z każdej strony budynku. Tak konsekwentnie, że na pierwszy rzut oka nie widać głównego wejścia. Położone jest centralnie, ale ukrywa się za białą ścianą.

gra-pustki-i-pelni.jpeg Zdjęcia (2)
Współczesny żyrandol typu sputnik nad stołem w jadalni ma modną, planetarną formę nawiązującą do epoki eksploracji kosmosu i pierwszych lotów na Księżyc fot. Marcin Czechowicz

Szach-mat w trzech wymiarach

– Taką zwartą kubaturę narzuciła niezbyt duża działka. Zastanawialiśmy się, jak rozrzeźbić i zróżnicować tę bryłę przez tarasy czy zadaszenia. W ten sposób powstała koncepcja nawiązująca do szachownicy. Pola szare i białe umieszczono naprzemiennie, te pierwsze są cofnięte, te drugie trzymają się obrysu budynku, który dlatego nazwaliśmy „Po przekątnej” – tłumaczy. Nie chodzi tu jednak o zwykłe pomalowanie ścian w dwóch kolorach, ale raczej o złożenie dużej kostki z ośmiu mniejszych kostek występujących w dwóch kolorach. To zatem szachownica trójwymiarowa.

By budynek zachował wyjściową formę sześcianu, a przez to zwartość bryły, tam, gdzie elewacja jest cofnięta, po obrysie rzutu poprowadzono ramę. Podświetlona od spodu ledową listwą uwydatnia czystość linii, podkreśla kąty proste. – Wieczorem wygląda to bajecznie – cieszy się właścicielka. – Rama domyka formę, ale ma również ważną funkcję: tworzy zadaszenie nad tarasem. Staraliśmy się pogodzić względy praktyczne z estetyką – zaznaczają architekci. Sam taras również podporządkowano rygorowi obrysu, wyłamuje się z niego tylko przy wyjściu z salonu. Ma dwa obszary: otwarty i wysunięty na ogród oraz zadaszony, ukryty we wnęce – to w tej drugiej części domownicy oglądają mecze z projektora, tam mogą jednocześnie przebywać na dworze i chować się przed wzrokiem sąsiadów. Od strony ogrodu kontrapunktem dla białej wnęki jest przeszklony narożnik od południowo-wschodniej strony domu. To jedna ze wspomnianych mniejszych kostek, które składają się na dużą kostkę domu. Przeszklenia w ciągu dnia wydają się szare i korespondują z szarą wnęką po przekątnej. Ponieważ salon ma dwie kondygnacje, początkowo tafle szklane też miały biec przez dwa piętra. Ale zrezygnowano z tego. Po pierwsze dlatego, że część dzienna i bez tego doświetlona jest wystarczająco (promienie słoneczne wpadają do niej jeszcze przez obszerny świetlik w dachu). Po drugie, tak ogromne przeszklenie tworzyłoby niepotrzebne koszty, a w lecie mogłoby przegrzewać salon. Przy większych, dwukondygnacyjnych płaszczyznach przeszkleń, jak wyjaśniają architekci, zalecany byłby system fasadowy, w którym za złączeniami tafli znajduje się wąski słupek zabezpieczający przed naporem wiatru. W tym przypadku, ponieważ całkowita płaszczyzna szkła ostatecznie nie jest bardzo duża, szyby połączono czarną fugą, bez ram ślusarki. Połączenia tafli są naprawdę dyskretne, wręcz filigranowe. Tylko przy przesuwnych drzwiach z salonu do ogrodu pojawia się aluminiowa ślusarka i jej znacząco grubsze ramy. Natomiast sam narożnik to tak zwany narożnik całoszklany – wyjątkowo cienki i niezasłaniający widoku. Gdy patrzy się na niego z zewnątrz, piętro domu wydaje się wisieć w powietrzu. Słup konstrukcyjny w salonie celowo odsunięto od narożnika, by taki efekt umożliwić.

Plany domu

rys. Agnieszka i Marek Sterniccy

Wyczytane z planu

Frontowa ściana budynku mogłaby być nieco węższa, wówczas więcej miejsca zostałoby na ogród. Jednak inwestorzy mieli kilka zasadniczych oczekiwań co do układu funkcjonalnego parteru. Chcieli garażu na dwa samochody (przeważnie lokalizowanego od frontu) oraz kuchni z podłużnym oknem wychodzącym na ulicę, jak w bardziej tradycyjnych domach. Za kuchnią poszedł cały trakt części dziennej: kolejno jadalnia i dwukondygnacyjny salon. Do tego doszła część komunikacyjna (z garderobą) umieszczona pośrodku i łącząca część dzienną i techniczną – ułatwiająca szybkie przejście z garażu do kuchni. Wszystko to złożyło się na 19 metrów szerokości frontowej ściany.

Zahartowany jesion

Oprócz płaskiego dachu inwestorom marzyło się również drewno na elewacji. Konkretny gatunek: jesion amerykański poddany modyfikacji termicznej (stąd anglojęzyczna nazwa: thermory). Drewno jest hartowane przy użyciu wysokich temperatur i pary wodnej, dzięki czemu nie wymaga impregnowania, jest odporne na warunki atmosferyczne, grzyby i szkodniki. – Drewno polakierowane wygląda trochę plastikowo. A te listewki po deszczu stają się ciemnobrązowe, w słońcu będą srebrzystoszare, mają różny odcień w różnych częściach domu, zależnie od ekspozycji na światło, wiatr czy deszcz. A w końcu poszarzeją wszystkie w naturalny sposób. Widać, że takie drewno żyje własnym życiem – tłumaczy właścicielka. – To bardzo lekkie drewno, waży z grubsza połowę tego co inne gatunki. Umieściliśmy je w płytkich wnękach, licując ze ścianami. Inwestorzy nie chcieli, by drewna było za dużo, a nam zależało, by kłaść je według jakiejś konkretnej zasady. Tradycyjnie drewnem eksponuje się po prostu fragment fasady, np. okolice drzwi wejściowych. Tutaj uzupełniło ono szachownicową koncepcję. Pola pokryte drewnem są jednakowej wielkości, jednakowe są odległości pomiędzy nimi a obrysem ściany – tłumaczą architekci. Cienkie, pięciocentymetrowe listewki kładziono na izolację z wełny mineralnej – to tzw. izolacja wentylowana – wełna oddycha i pod drewnem nie gromadzi się wilgoć.

Czystości formie domu dodają takie „drobiazgi”, jak ukryte w grubości ocieplenia rynny i rury spustowe. Ze względu na szachownicową kompozycję elewacji nie można ich było puścić w jednej, pionowej linii. – Pola naszej szachownicy nie stykają się narożnikami, ale trzymają się linii granicznych. Dlatego rura, która przebiega środkiem frontowej ściany, musiała zostać w jednym miejscu złamana i poprowadzona po skosie – tłumaczą projektanci.

Jeśli chodzi o ogród, to okolony jest ogrodzeniem wykonanym z drewna – proste listewki nawiązują do elewacji (mają tylko trochę więcej sęków) i już zdążyły szlachetnie poszarzeć. Na ich tle posadzono w rzędzie kilka wiśni japońskich, które różowią się na wiosnę. Większość roślinności zaplanowano w parterze, długie ciągi niewielkich krzewów podkreślają horyzontalność linii. Ale rośnie tu także dąb, jeszcze niezbyt okazały, a przy budynku bujają się wiechy wysokich traw – chętnie wykorzystywanych we współczesnych założeniach ogrodowych. Płot od północnej strony, często zacieniony i ciemny, porasta lubiąca cień hedera.

gra-pustki-i-pelni.jpeg Zdjęcia (3)
Zasłony w ciepłych barwach zawieszono w salonie, żeby trochę udomowić przestrzeń, w której dominowały biele i szarości. Inwestorzy rzadko jednak z nich korzystają. Salon nie jest wystawiony na zaciekawiony wzrok sąsiadów fot. Marcin Czechowicz

Piętro od nowa

Dom ma standardową konstrukcję: stropy i słupy żelbetowe, wypełnienie z pustaka ceramicznego. Słupy zaprojektowano tak, by ukrywały się w ścianach. Tymczasem, gdy budowa osiągnęła stan surowy, właściciele zdecydowali się na zmiany w układzie wnętrza. – W międzyczasie pojawiło się w naszej rodzinie dziecko. Przemyśleliśmy od nowa układ funkcjonalny piętra. Przede wszystkim chcieliśmy, by sypialnia syna była cicha i ułatwiała mu zasypianie. W pierwotnym projekcie znalazła się od ulicy, a woleliśmy mieć ją od ogrodu. To była więc zasadnicza zmiana – opowiada właścicielka. – Trzeba było całe piętro rozrysować od nowa, zburzyć wszystkie ściany działowe na piętrze. Część słupów oczywiście „wyszła” wtedy na zewnątrz, ukrywaliśmy je więc ponownie, tym razem w szafach. Nie dało się natomiast już schować komina wentylacyjnego i dziś można go zobaczyć na środku jednego z pokoi – wspominają architekci. – Ale właśnie wtedy ujawniły się korzyści, jakie daje zwarta bryła. Zmiana była totalna, ale udało się ją przeprowadzić, prawie nie ingerując w elewacje. Jedno okno trzeba było dodać, inne usunąć. W sumie niewiele. Udało się zachować logikę kompozycji. Analogiczną modyfikację wnętrza byłoby bardzo trudno wykonać w budynku rozłożystym, o kilku skrzydłach – podkreślają.

gra-pustki-i-pelni.jpeg Zdjęcia (4)
Inwestorce zależało na poziomym, długim oknie w kuchni. Architekci powtórzyli ten motyw w kilku innych miejscach (w poziomie), m.in. tworząc portfenetr ze szklanymi balustradami fot. Marcin Czechowicz

Ważna decyzja

Jedną z kluczowych decyzji było dla nas wykorzystanie drewna na elewacji – mówi właścicielka. – Ważne było, że jest właściwie bezobsługowe, nie wymaga impregnacji. Drewno, które wykorzystaliśmy, pochodzi ze zrównoważonej plantacji, nie wycinano pod nasz dom żadnego lasu tropikalnego. Te ekologiczne aspekty są dla nas bardzo istotne. Większość ludzi lubi drewno błyszczące, polakierowane, wydaje im się, że będzie wtedy bardziej wytrzymałe i trwałe. Dla mnie takie deski są jak plastikowe. Dlatego nasze ściany mają się w naturalny sposób starzeć i zmieniać pod wpływem czynników atmosferycznych.

gra-pustki-i-pelni.jpeg Zdjęcia (5)
Betonowe stropy pozwoliły na wykonanie nad tarasami nadwieszeń dynamizujących formę fot. Marcin Czechowicz

Sześciometrowa choinka

Gdy wchodzimy do szerokiego holu, nie od razu widzimy całą strefę dzienną. Raczej ją przeczuwamy, ponieważ szeroki słup oddziela korytarz od jadalni. Umieszczono w nim witrynę. – Jest dzięki niej przytulniej, duża przestrzeń ma nieco bardziej kameralny charakter – komentuje właścicielka. Fornirowane orzechem amerykańskim fronty szaf ciągną się od podłogi do sufitu, sprawiając, typowe dla nowoczesnego domu, wrażenie ścian, a nie mebli. – Każdy, kto chce wejść do garażu, najpierw wchodzi do szafy – mówi z uśmiechem właścicielka i rzeczywiście chwilę potem sama właśnie to robię. Gładkie płaszczyzny z ozdobnym usłojeniem skutecznie ukrywają zawartość i funkcję. Od progu widać też konsekwencję wykorzystanych materiałów: z tego samego drewna co szafy wykonano konsolę i zabudowę kuchni. Posadzki w części dziennej są z zacieranego betonu (hol, kuchnia, łazienka) oraz desek dębowych (jadalnia, salon). Zarówno na parterze, jak i na piętrze zastosowano te same, jasnoszare tapety o drobnej fakturze. Uspójniono również regały na parterze i antresoli. Szerokie przeszklenia, choć pozwalają pięknie wprowadzić przyrodę do wnętrza domu, mogą stanowić utrudnienie podczas ustawiania mebli albo wieszania obrazów. Po prostu brakuje ścian. Tu rozwiązano ten problem, stawiając ażurowy regał z drewna i stali. Nie zasłonił widoku, a tylko wprowadził nową warstwę. To jeden z pomysłów warszawskiej pracowni Exit Design Hanny Bajer i Pawła Sokoła, która opracowała koncepcję wnętrza (częściowo zrealizowaną).

Najważniejszą częścią strefy dziennej jest dwukondygnacyjny salon. – Mąż powiedział, że chce móc w salonie postawić sześciometrową choinkę. I od tego się zaczęło. Potem dopiero przyszedł namysł, że trudno będzie ja ubierać w bombki, ale nie żałujemy. Nasze choinki mają 3,5 metra – opowiada właścicielka. Pod wysokim sufitem bujają się klasyki nowoczesności – lampy różnych kształtów z kolekcji „Bubble” projektu George’a Nelsona z lat 50. XX wieku. Ciepłe światło przenika przez białą skórę naciągniętą na druciane szkielety kloszy. Nad salonem umieszczono antresolę ze szklaną barierką – to z góry najlepiej widać, jak przestronne jest to miejsce. Przestronne i pełne światła między innymi dzięki świetlikowi w dachu. Korony i liście pobliskich drzew, a zaraz po nich również żaluzje (w jadalni) filtrują promienie słoneczne – na ścianach, podłodze, twarzach ludzi przy stole powstaje przyjemna dla oka gra świateł i cieni. Wytężoną pracę światła widać także, gdy z salonu spojrzeć na zewnątrz, na ramę poprowadzoną dookoła domu – odbite od drewnianej elewacji „ogrzewa” tynk, kładąc na nim ciepły filtr. Dzięki ruchowi światła zmieniającemu kształt i temperaturę barwową w zależności od pory dnia i roku dom nabiera szczególnej miękkości.

Wydanie: Murator 3/2020 Tekst Maja Mozga-Górecka Zdjęcia domu z zewnątrz Bartek Zaranek, zdjęcia wnętrz Marcin Czechowicz Architektura 81. WAW.PL / Anna Paszkowska-Grudziąż, Rafał Grudziąż współpraca Karolina Surowiec Konstrukcja Adam Mańka
warto przeczytać